Ada RusowiczAda pamiętać wypada to projekt Ani Rusowicz oddający hołd mamie – Adzie Rusowicz (ze szczególnym zwróceniem uwagi na dzień urodzin ADY – 8 września), uważanej na przełomie lat 60. i 70 w Polsce za najważniejszą gwiazdę mocnego uderzenia. W roku 2011 minęła 20 rocznica Jej śmierci i to właśnie córka podjęła kroki by przypomnieć o Adzie Rusowicz – osobie skromnej, efektownej, profesjonalnej, świetnej zarówno na estradzie, jak i w studiu. A przede wszystkim -swojej matce. Jesienią ukazała się płyta RUSOWICZ składająca się z sześciu największych hitów Ady zaśpiewanych przez Anię oraz z sześciu zupełnie nowych, autorskich utworów Ani – a wszystko utrzymane w BIG -BITOWYM stylu.
Jest to zatem najwłaściwsze miejsce by przypomnieć biografię ADY RUSOWICZ.
 
Urodzona w Wilnie w 1944 roku. Miała dziewiętnaście lat, gdy została odkryta przez Niemena. To on napisał dla niej kilka wczesnych przebojów, takich jak „Duży błąd” i „Hej, dziewczyno, hej”. Skomponował także i te późniejsze, jak choćby najbardziej znany „Za daleko mieszkasz miły” oraz „Nie pukaj do moich drzwi”.
Jako wokalistka Rusowicz zadebiutowała jesienią 1963 roku w trio Niebieskie Pończochy, które zostało utworzone na wzór amerykańskich żeńskich grup wokalnych. Właśnie w Niebieskich Pończochach towarzyszyła Niemenowi w jego pierwszych nagraniach. Wkrótce jednak została solistką Niebiesko-Czarnych. Współpraca z tą słynną formacją trwała aż do jej rozwiązania w 1976 roku i zaowocowała wieloma przebojami. Z grupą artystka wystąpiła w programach telewizyjnych, w filmie fabularnym Jerzego Passendorfera Mocne uderzenie, w filmie muzycznym „Kulig” oraz w filmach krótkometrażowych „Przekładaniec”
i „Mogło być inaczej”.
 
Koncertowała w wielu krajach zachodniej Europy, a także w USA i Kanadzie. Adriana Rusowicz z powodzeniem śpiewała zarówno nieskomplikowane, łatwo wpadające w ucho piosenki, jak też „poważne kawałki” z repertuaru Arethy Franklin i Janis Joplin (Respect, Me And Bobby McGee) jak to się wtedy określało – ambitne songi.
To ostanie zostało przez nią udowodnione podczas występów w gdyńskim Teatrze Muzycznym w legendarnej polskiej rock-operze Naga, utrwalonej na nagraniach Niebiesko-Czarnych w roku 1972. Z dwudziestu dwóch utworów, wydanych na dwóch winylowych krążkach, Ada zaśpiewała trzynaście. Witold Filler, wytrawny znawca polskiej estrady, w końcu lat 90. tak m.in. opisywał Adrianę: swoją młodzieżową urodą zdobiła estradowe popisy Niebiesko-Czarnych. A przypomnieć by należało, że scenariusz koncertu big-beatowego wyznaczał soliście o wiele bardziej odpowiedzialną funkcję, niż dzieje się to dziś. Koncert był w gruncie rzeczy rewią numerów solowych, grupa zabezpieczała głównie akompaniament. Filler odnosząc się do rywalizacji w latach 60. Niebiesko-Czarnych z Czerwono-Czarnymi pisał, że ci drudzy postawili na powaby swoich solistek w osobach Kasi Sobczyk i Karin Stanek – obie utalentowane, ale obie, choć w różny sposób, dziewczyńskie. Niebiescy nastawili się, dla kontrastu, na solistki sexy. I takimi były Helena Majdaniec oraz Ada Rusowicz – jasna, wysoka, roztańczona o silnym głosie. Jej piosenki odwoływały się do radości życia, kokietowały publiczność swym niezbyt zresztą perwersyjnym erotyzmem.
 
Po rozpadzie Niebiesko-Czarnych Rusowicz występowała z mężem, wcześniejszym solistą i kompozytorem tej formacji Wojciechem Kordą, tworząc duet Ada i Korda. W roku 1977 wylansowała z nim przebój „Masz u mnie plus”. W duecie śpiewała do roku 1980. Potem wycofała się z estrady. Niewątpliwym sukcesem okazały się jej występy w sopockiej Operze Leśnej, w latach 1986 i1987, podczas koncertów dinozaurów Old Rock Meeting. Rusowicz udowodniła, że jeśli artysta ma prawdziwy talent, to estradowe powroty są możliwe. Finałowa piosenka kończąca pożegnalny występ duetu w Sopocie nosiła tytuł „Mogło być inaczej”. To kompozycja Beatlesów „Let It Be”, tyle, że z polskim tekstem Kordy i Rusowicz. Według słów Franciszka Walickiego, to Ada wymyśliła tytuł i napisała słowa refrenu tej ostatniej, śpiewanej przez siebie w życiu, utrwalonej na taśmie piosenki. Rzeczywiście …mogło być inaczej.
 
Późnym wieczorem 1 stycznia 1991 roku rozpędzony fiat uno turbo gti najpierw ściął trzy stalowe słupki, dzielące ulicę Dąbrowskiego w Poznaniu na dwa pasma, potem uderzył w betonową podstawę latarni i ostatecznie roztrzaskał się na drzewie. Spośród czterech osób jadących samochodem jedna zginęła na miejscu, dwie zmarły w szpitalu, jedynie Wojciech Korda, siedzący obok kierowcy, cudem uniknął śmierci. Kierowca fiata i Adriana Rusowicz zmarli nie odzyskując przytomności. W tydzień później na poznańskim cmentarzu artystkę żegnały tysiące sympatyków jej talentu.